środa, 24 grudnia 2014
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Księgarnia lekarstwem na smutki.
Na
rynku pojawiła się kolejna opowieść, której bohaterem jest człowiek parający
się trudną misją szerzenia słowa
pisanego wśród innych.
Czy po „Księgarence w Big Stone
Gap”, „Lawendowym pokoju” oraz „Między słowami” - „Księgarnia spełnionych Marzen” jest w
stanie zaskoczyć czytelnika? Okazuje się, że tak: wspaniały klimat, ciekawa
postać pierwszoplanowa oraz niepowtarzalna atmosfera małej amerykańskiej
mieściny pokazują, że Katarina Bivald jest godną następczynią Fannie Flagg oraz
Jan Karon.
Historia zaczyna się bardzo
klasycznie: do małego, wyludnionego miasteczka przybywa ktoś z zewnątrz. Tym
razem Inny przybiera postać Sary, dziewczyny o której powiedzieć, że jest
odludkiem, to mało. Szwedzka miłośniczka książek, lekko zdziwaczała
i wycofana, przekładająca książki nad kontaktami z ludźmi, przyjeżdża do Broken Wheel na zaproszenie swojej korespondencyjnej przyjaciółki. Szkopuł w tym, że mająca gościć Sarę, Amy nie żyje… Ciężka choroba nie pozwoliła jej dotrwać do długo wyczekiwanych odwiedzin. Jednakże nieliczni mieszkańcy Broken postanawiają zaopiekować się przyjezdną, w duchu szeroko pojętej gościnności podejmują wszelkie starania, by dziewczyna poczuła się u nich, jak w domu.
i wycofana, przekładająca książki nad kontaktami z ludźmi, przyjeżdża do Broken Wheel na zaproszenie swojej korespondencyjnej przyjaciółki. Szkopuł w tym, że mająca gościć Sarę, Amy nie żyje… Ciężka choroba nie pozwoliła jej dotrwać do długo wyczekiwanych odwiedzin. Jednakże nieliczni mieszkańcy Broken postanawiają zaopiekować się przyjezdną, w duchu szeroko pojętej gościnności podejmują wszelkie starania, by dziewczyna poczuła się u nich, jak w domu.
Otoczona troskliwą, momentami uciążliwą
opieką, Sara postanawia się odwdzięczyć w jedyny oczywisty dla niej sposób i
zakłada w Broken Wheel księgarnię. Dodać trzeba, że miejsce w którym się
znajduje, to dosłownie kilka ulic na krzyż, niewiele domów
i opustoszałe gospodarstwa, gdzie trudno szukać miłośników słowa czytanego, za to łatwo
o naprawdę egzotyczną mieszankę charakterów. Szwedka staje przed trudnym zadaniem zasiania odrobiny miłości do książek na amerykańskiej prowincji, przy okazji zdobywając sobie wrogów, przyjaciół, a nawet znajdując miłość.
i opustoszałe gospodarstwa, gdzie trudno szukać miłośników słowa czytanego, za to łatwo
o naprawdę egzotyczną mieszankę charakterów. Szwedka staje przed trudnym zadaniem zasiania odrobiny miłości do książek na amerykańskiej prowincji, przy okazji zdobywając sobie wrogów, przyjaciół, a nawet znajdując miłość.
Zgryźliwe poczucie humoru autorki
ratuje całość przed popadnięciem w słodki banał
i pozwala na tworzenie malowniczych postaci, ciekawych dialogów i akcji dalekiej od sztampy. Bivald ma także ciekawą umiejętność nawiązywania do literatury w swoich porównaniach i metaforach. Nie można także zapomnieć o tytułach rozdziałów humorystycznie streszczających ich zawartość, zgodnie z najlepszymi literackimi tradycjami.
i pozwala na tworzenie malowniczych postaci, ciekawych dialogów i akcji dalekiej od sztampy. Bivald ma także ciekawą umiejętność nawiązywania do literatury w swoich porównaniach i metaforach. Nie można także zapomnieć o tytułach rozdziałów humorystycznie streszczających ich zawartość, zgodnie z najlepszymi literackimi tradycjami.
Prawie każda strona jest małym
wyznaniem miłosnym skierowanym ku literaturze. Autorka potrafi w fascynujący
sposób opowiadać nie tylko swoją historią, ale także przy okazji złożyć hołd
swoim ukochanym książkom. Cytaty, nawiązania, stylizacje oraz liczne
odniesienia do innych powieści-tropienie tych śladów jest prawdziwą
przyjemnością. Dodatkowo, całość nie jest przez to hermetyczna i niedostępna
dla tych, którzy zaczynają dopiero swoją przygodę z obyczajową literaturą
amerykańską.
Mimo lekko pretensjonalnego tytułu,
„Księgarnia spełnionych marzeń” jest fantastyczną lektura: mądra, ciepłą i
pogodną.
Recenzja dla portalu: dlaLejdis.pl
Recenzja dla portalu: dlaLejdis.pl
czwartek, 18 grudnia 2014
Kolejna wymiana książkowa za mną.
Czy prawdziwy mól książkowy może ominąć szansę pozbycia się lektur, których z różnych powodów nie chce już zatrzymać na półce i wymienienia ich na nowe? Śląscy Blogerzy Książkowi
( w tym moja skromna osoba) doszli do wniosku, że nie i ponownie zorganizowali wymianę, tym razem na terenie Galerii Zabrze.
Nasze starania wspomagały trzy stoiska z gadżetami książkowymi, na których można było dostać oczopląsu, ja kwiczałam dosłownie z radości wydając swoje pieniądze na kolczyki "Wegnerowskie", naszyjnik z "Niekończącej się opowieści", czy też kolczyki z Buką. Kolejnym zakupom towarzyszyła myśl: wszak to prawie biżuteria służbowa; księgarz bez kolczyków z motywem literackim, to nie księgarz:P
Impreza trwała od 9:00 do 15:00 i wydaje mi się, że była całkiem udana:)
Już chwilkę po rozpoczęciu pojawili się czytelnicy ochoczo korzystający z możliwości wymiany:) |
Książki były naprawdę różniaste-kryminały, romanse, fantastyka, obyczajówka itd.itd. |
Blogerzy korzystają z chwili przerwy i zastanawiają się, gdzie by tutaj zorganizować kolejną wymianę;) |
![]() |
Szybka prezentacja: jak prawidłowo wymieniać książki;) Pełna kultura i uśmiechy. |
![]() |
Moje zdobycze, na dwie z tych książek polowałam już naprawdę od baaaaaaaardzo dawna. |
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Wielki Konkurs Przedświąteczny- już jutro:)
Konkurs ŚBK i Księgarni "Victoria" rozpocznie się JUTRO, ale dzisiaj zaprezentuję dla przypomnienia, jego przebieg i zasady, na jakich będzie się opierał.
Dzisiaj na kilkunastu blogach ŚBK ukaże się podobny post z zapowiedzią konkursu. Zapamiętajcie dobrze te blogi, bo to na tych stronach, JUTRO musicie szukać wskazówek do odgadnięcia konkursowego hasła. Ale po kolei:
Wielki Konkurs Przedświąteczny Śląskich Blogerów Książkowych i Księgarni "Victoria" będzie polegał na tym, aby odnaleźć w JUTRZEJSZYCH wpisach, na blogach ŚBK słowa - klucze, które ułożą się w hasło konkursowe. Hasło to i odpowiedź na pytanie: ile blogów wzięło udział w zabawie, trzeba będzie wysłać na podany adres mailowy Księgarni - victoria@ksiaznica.pl
Nie powiemy Wam, ilu blogerów będzie w zabawę zaangażowanych i jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowo - klucz będzie bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na fp "Victorii" na FB. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło.
Następnym krokiem będzie wysłanie hasła i podanie liczby Śląskich Blogerów, którzy wzięli udział w zabawie, na adres mailowy Księgarni "Victoria", podany powyżej.
Dla ułatwienia konkursu, proponujemy zacząć poszukiwania na blogu SARDEGNY Potem powinno pójść Wam, jak z płatka.
Nie powiemy Wam, ilu blogerów będzie w zabawę zaangażowanych i jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowo - klucz będzie bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na fp "Victorii" na FB. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło.
Następnym krokiem będzie wysłanie hasła i podanie liczby Śląskich Blogerów, którzy wzięli udział w zabawie, na adres mailowy Księgarni "Victoria", podany powyżej.
Dla ułatwienia konkursu, proponujemy zacząć poszukiwania na blogu SARDEGNY Potem powinno pójść Wam, jak z płatka.
Regulamin
1. Wielki Konkurs Przedświąteczny organizowany jest przez grupę ŚBK oraz Księgarnię "Victoria" Zabrze
2. Sponsorem nagród są Śląscy Blogerzy Książkowi
3. Nagrodą w konkursie jest pakiet - niespodzianka, podobny do tego, jaki otrzymali blogerzy na panelu dyskusyjnym na Targach Książki w Katowicach
4.Konkurs trwa od 18 do 21.12.2014.
5. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego, czyli 22.12.2014.
6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres: victoria@ksiaznica.pl
7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa SIÓDMA(7) i SIÓDMA (7) od KOŃCA osoba.
8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem
9. Nagrodę będzie można odebrać osobiście w Księgarni Victoria (Galeria Zabrze, ul. Wolności 273-275, 41-800 Zabrze) bądź zostanie ona przesłana na adres podany przez zwycięzcę. W przypadku nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Księgarnię Victoria, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) - które zostaną wykorzystane jednorazowo.
11. Wysyłka tylko na terenie Polski
1. Wielki Konkurs Przedświąteczny organizowany jest przez grupę ŚBK oraz Księgarnię "Victoria" Zabrze
2. Sponsorem nagród są Śląscy Blogerzy Książkowi
3. Nagrodą w konkursie jest pakiet - niespodzianka, podobny do tego, jaki otrzymali blogerzy na panelu dyskusyjnym na Targach Książki w Katowicach
4.Konkurs trwa od 18 do 21.12.2014.
5. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego, czyli 22.12.2014.
6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres: victoria@ksiaznica.pl
7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa SIÓDMA(7) i SIÓDMA (7) od KOŃCA osoba.
8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem
9. Nagrodę będzie można odebrać osobiście w Księgarni Victoria (Galeria Zabrze, ul. Wolności 273-275, 41-800 Zabrze) bądź zostanie ona przesłana na adres podany przez zwycięzcę. W przypadku nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Księgarnię Victoria, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) - które zostaną wykorzystane jednorazowo.
11. Wysyłka tylko na terenie Polski
Zadanie konkursowe:
Ze słów - kluczy, podanych na blogach ŚBK ułóż hasło konkursowe
Podaj liczbę blogów, które wzięły udział w Wielkim Przedświątecznym Konkursie
Ze słów - kluczy, podanych na blogach ŚBK ułóż hasło konkursowe
Podaj liczbę blogów, które wzięły udział w Wielkim Przedświątecznym Konkursie
piątek, 5 grudnia 2014
Druga część starcia.
W drugiej części
cyklu Łukjanienko oddaje głos Nocnemu Patrolowi, więc tym razem oczami sił
Ciemności obserwujemy walkę dobra i zła.
Narratorem początkowo jest Alicja,
wiedźma znana czytelnikom z pierwszej tomu, kiedy to przyszło jej ścierać się z
Antonem i na wskutek tej walki straciła swoją moc. Odesłana na rekonwalescencję
na prowincję, poznaje tam pewnego młodzieńca i zakochuje się w nim, co okazuje
się być początkiem tragicznej serii wydarzeń.
Narracja z punktu widzenia kobiety
nieco kuleje i czytelnik czuje ulgę, kiedy głos zostaje oddany męskiemu
bohaterowi. Alicja pokazuje nam jednak czym jest bycie częścią Ciemności,
działanie wedle własnych pragnień, bez sztucznych ograniczeń i oglądania się na
kogokolwiek. Życie bez: „nie wolno” powtarzanego na każdym kroku, bez kagańców nakładanych
sobie przez Jasnych każdego dnia. Alicja, to Inny groźny i niebezpieczny, bo
pozbawiony skrupułów: "Niektórzy
uważają, że my, Ciemni, jesteśmy źli. To nieprawda. Jesteśmy tylko
sprawiedliwi. Dumni, niezależni i sprawiedliwi. I sami o sobie
decydujemy."
Akcja rozwija się zdecydowanie
wolniej, niż w pierwszej części, początkowo zbyt duża część opowieści
poświęcona jest monologom wewnętrznym wiedźmy, niekoniecznie wartych naszej
uwagi, pierwsza opowieść z tomu jest zdecydowanie najsłabsza. Na szczęście
kolejne strony wynagradzają nam to z nawiązką. Ponownie wkraczamy w świat magii
i spisków, pojedynków i prób uzyskania przewagi, walki dobra ze złem, tym
ciekawszej, że widzianej z tej „drugiej strony”.
Na „Dzienny Patrol” składają się
historie gorzkie i naprawdę smutne, nigdy nie kończące się dobrze. Bohaterowie
porozstawiani są na planszach i nieświadomi bycia jedynie pionkami w okrutnej
grze: „Hesser i Zawulon. Dwa zasadnicze czynniki , od których zależy cała
historia (…) Oni rozumieją, co jest grane, I jeden próbuje ograć drugiego. Jak
zwykle”. Już pierwsza część pokazała, jak umowne są nazwy Ciemność i Jasność,
gdy obie strony posługują się takimi samymi środkami w drodze do celu. „Dzienny
Patrol” pokazuje, że to szarość jest tak
naprawdę dominująca…
Zaskakujący rozwój akcji, to już
niemalże znak firmowy Łukjanienki. Do tego należy dodać niejednoznacznych bohaterów
i skomplikowane relacje między nimi. Idealnie odmierzona dawka patosu, czarnego
humoru i sarkastycznych uwag, a także cięte uwagi sprawiają, że mimo ciężkiego
tematu całość czyta się naprawdę dobrze.
Po raz kolejny autorowi udało się
stworzyć fascynującą opowieść, pełną niesamowitych istot i świat w którym
odwieczna walka pochłania mnóstwo ofiar po obu stronach. Mroczna, okrutna
proza, wciągająca do ostatniej strony.
poniedziałek, 1 grudnia 2014
W poszukiwaniu prawdy- "Wszystko co lśni"
Monumentalna
powieść Eleanor Catton jest jednym z najgłośniejszych tytułów ostatnich kilku
lat, ale też bez wątpienia ta wspaniała proza- przecząca każdą stroną pogłoskom
o końcu tradycyjnie pojmowanej powieści- jest tego warta.
Najmłodsza w historii nagrody Bookera
pisarka, jest także autorką najdłuższej książki nagrodzonej kiedykolwiek tym
wyróżnieniem. Najbardziej prestiżowa nagroda literacka wielkiej Brytanii przypadła
zaledwie 28-letniej pisarce, nic dziwnego, że wokół książki powstało
zamieszanie, które jednak nie powinno nam przysłonić samej powieści.
Lata 60 XIX wieku, Nowa Zelandia:
małe miasteczko Hokitika staje się areną niezwykłych
wydarzeń, rozpoczynających się od śmierci Crosbiego Wellsa, samotnika i
poszukiwacza złota. W hotelowym pokoju dwunastu mężczyzn spróbuje rozwikłać
tajemnicę tego zgonu w obecności przybyłego właśnie do miasta młodego Waltera Moody’go. Świeże spojrzenie młodzieńca ma
sprawić, że seria niepokojących wydarzeń ułoży się w spójną całość, dodatkowo
Walter sam stał się świadkiem czegoś, co zakłóciło jego dotychczasowy spokój
ducha. Zgon poszukiwacza złota nie byłby dziwny, gdyby nie okoliczności
znalezienia ciała: próba samobójstwa prostytutki Anny, stanowczo zaprzeczającej
jakoby chciała odebrać sobie życie; pojawienie się tajemniczej żony zmarłego, a
także złowrogiego kapitana statku zamieszanego w większość nieczystych sprawek
miasteczka, czy też w końcu znalezienie w ubogiej chatce skarbu…
Dwunastu mężczyzn przedstawia swoje
historie i próbuje z nich ułożyć racjonalną całość i znaleźć sens wszystkich
tych wydarzeń. Przypadkowa zbieranina różnych charakterów połączonych jedynie
wydarzeniami z czternastego stycznia, nie daje nadziei na rychłe rozwikłanie
tej zagadki. Dają o sobie znać wzajemne animozje, uprzedzenia charakterystyczne
dla mężczyzn z różnych środowisk, czy też różnych ras. Ich opowieści składają
się na zawiły obraz, pełen tajemnic i niedopowiedzeń.
Nad wszystkim czuwa wszechwiedzący
narrator, rodem z powieści wiktoriańskich, stanowiący jeden z elementów
nawiązujących do tradycji wielkiej powieści XIX-wiecznej. Catton niezwykle
sprawnie połączyła w całość kryminał, powieść realistyczną, historię z dreszczykiem,
a także opowieść o duchach. Na każdym kroku napotykamy liczne tropy, odniesienia
i aluzje, połączone niezwykłym piórem
autorki. Kolejne strony zmuszają do uważnej lektury, zatrzymania się i
pochylenia z uwagą nad każdym szczegółem.
Ogrom pracy włożony w
rekonstrukcję realiów historycznych- topografią miasta, ubiorem, zwyczajami, charakterystyką
pracy poszukiwaczy złota- jest
dodatkowym aspektem tej opowieści zasługującym na wielki szacunek. Pisarka nie
tylko stworzyła monumentalną opowieść z pełnokrwistymi bohaterami, jakich nie
powstydziłby się Dickens, ale zadbała o sprawdzenie wszystkich szczegółów.
Drobiazgowa analiza źródeł historycznych pozwoliła na zgłębienie zwyczajów Maorysów, sposobów wytapiania sztabek złota,
czy też działalności XIX-wiecznych banków. Kolejne strony przynoszą informację
o handlu opium traktowaniu rdzennych mieszkańców Nowej Zelandii , czy też
seansach spirytystycznych, a wszystko to ma podłoże w rzetelnym badaniu źródeł.
Powieść Catton jest lekturą pełną
niespodzianek, wciągającą i stanowiącą doskonały hołd złożonej wielkiej
literaturze. To powieść wymagająca nie lada koncentracji i uwagi, ale w zamian
oferująca przyjemność obcowania z prawdziwie stylową lekturą.
Recenzja dla portalu dlaLejdis.pl
Recenzja dla portalu dlaLejdis.pl
niedziela, 30 listopada 2014
Budzisz się rano, a wszystko wokół jest szare. Niebo szare, słońce szare, miasto szare, ludzie szarzy i myśli szare. i jest tylko jedno wyjście-znów się napić.
Witajcie w
Moskwie, mieście gdzie przed tysiącami lat zawarto rozejm między siłami Ciemności
i Światła. Każda z nich powołała
specjalny patrol: Nocny dba, by Ciemność działała zgodnie z traktatem, Dzienny
by siły dobra nie przesadzały z nawracaniem zbłąkanych duszyczek.
Ten porządek rzeczy jest surowo
pilnowany i może trwać, dopóty jedna ze stron nie zdobędzie przewagi lub nie
złamie postanowień traktatu. Kary za naruszenie
postanowień są więc bardzo surowe, a pracownicy obu patroli niezwykle
skrupulatni w pilnowaniu swoich antagonistów.
Główny bohater, Anton, to nowy
członek Nocnego Patrolu i jego oczami obserwujemy wydarzenia mogące zmienić
układ sił. Najważniejsza jest równowaga, to jej pilnują oba patrole, to dla niej
zabijają i giną: „Nie musimy kochać zwykłego świata. Chronimy go dlatego, że na
nim pasożytujemy”. Ciemni i Jaśni wchodzą sobie bez przerwy w drogę, walczą i
knują. Wielowarstwowe podchody, intrygi i spiski są główną osią powieści, każde
wydarzenie można obrócić na swoją korzyść, by choć na chwilkę zyskać przewagę,
by zdobyć kolejnego adepta, pamiętać trzeba jednak, że jeden nieostrożny ruch
doprowadzić może do katastrofy.
Niezdarne, choć szlachetne
poczynania Antona wciągają go w sam środek walki między siłami, których nazwy
są bardzo mylące: Jaśni i Ciemni z jednakową łatwością zabijają, poświęcają swoich
ludzi i zwykłych mieszkańców, knują mordercze spiski, nie zważając na stary.
Jasny mag średniego poziomu ląduje nagle w samym centrum wielkiej bitwy, do
której nie przygotowała do dotychczasowa praca za biurkiem. Tysiącletni
magowie, wampiry, wilkołaki, potężna magia, stare proroctwa-to od tej pory
codzienność Antona.
Charakterystyczne
dla prozy Łukjanienki są wstawki nadające lokalny koloryt: wódka pita, jak
herbata do wszystkiego, stanowiąca także niezwykle skuteczną broń przeciw
wampirom- wylana na takiego stwora działa lepiej, niż woda święcona; obskurne
budynki, wystraszeni ludzie przemykający zaniedbanymi ulicami, dorobkiewicze w
dresach i drogich samochodach. Rosja lat dziewięćdziesiątych, to bardzo specyficzna
scena dla rozegrania urban fantasy.
Pisarz
czerpie także pełnymi garściami z pozornie bliskiego nam, ale mimo
wszystko egzotycznego, folkloru
rosyjskiego, ze starych podań i miejskich legend. Mroczna i naturalistyczna proza wciąga od
pierwszej strony, serwując nam nagłe zwroty akcji, niespodziewane rozwiązania i
wielopiętrowe zagadki.
Bohaterowie
są mocno niejednoznaczni, wbrew wyraźnemu podziałowi na Nocny i Dzienny Patrol,
pełni sprzeczności negatywnych i pozytywnych cech, trudni do zaszeregowania.
„Nocny Patrol” zawiera idealną mieszankę patosu, czarnego humoru i niespodziewanych
zwrotów akcji, wrzuconą w przemyślany i spójny świat. Łukjanienko pokazuje, jak
powinno tworzyć się oryginalne urban fantasy.
piątek, 28 listopada 2014
Publiczne pranie brudów.
Wspomnienia dzieci
gwiazd przeważnie bywają szokujące: ujawnianie ciemnych sekrecików, publiczne
pranie brudów, zrzucanie winy za swoje nieudane życie na rodziców itd. Nie
inaczej jest z książką jedynej córki Shirley MacLaine, spowiadającej się
czytelnikom z trudnego życia w cieniu sławnej matki.
Sachi Parker nie miała łatwego
dzieciństwa: urodzona w Ameryce, oddana na wychowanie ojcu mieszkającemu w
Japonii, już od najmłodszych lat musiała walczyć z niezrozumieniem otoczenia, ciągle
nieobecnym ojcem, brakiem akceptacji i wsparcia. Skomplikowane relacje łączące
rodziców Sachi,negatywnie odbiły się na uczuciach, jakimi oboje darzyli córkę.
Kariera aktorska nie pozwoliła MacLaine na poświęcenie się roli matki, z kolei zajęty romansowaniem i wydawaniem pieniędzy żony ojciec nie zaprzątał
sobie zbytnio głowy wychowywaniem małej „idiotki”, jak zwykł czule nazywać
swoją pociechę.
Pozostawiona sama sobie,
przekazywana w ręce kolejnych opiekunek,
których kompetencji nikt nie sprawdzał, Sachi wyrosła na zagubionego człowieka, niezwykle podatnego na wpływy i
ulegającego innym. Z kolejnych stron książki spogląda na nas nieszczęśliwa
dziewczynka, nastolatka, a potem dorosła kobieta, która nigdy do końca nie wyzwoliła
się z toksycznych relacji ze swoimi rodzicami.
„Szczęściara” opowiada o naprawdę
barwnym ale bardzo skomplikowanym życiu dziewczyny żyjącej w cieniu matki i
szukającej swojej drogi. Prywatna europejska szkoła, dramatyczne wejście w
dorosłość i pozostawienie samej sobie, szereg przedziwnych sposobów na zarobek,
związki z toksycznymi mężczyznami, na końcu nieuchronna przeprowadzka w pobliże
matki. Wszystkie decyzje podejmowane przez narratorkę stanowić mogą pożywkę dla
niejednej sesji na kozetce u terapeuty.
Cała książka w sumie sprawia
wrażenie terapii bohaterki, w trakcie
której wyjawia się wszystkie brudne sekrety, niesmaczne szczegóły z życia
rodzinnego, próbuje rozwiązać powikłane relacje. Czytelnik nie zawsze jest w
stanie przejść do porządku dziennego nad rezultatami tej spowiedzi. Pierwszy
zgrzyt pojawia się po wspomnieniach dzieciństwa, z których jasno wynika, że
ojciec dopuszczał się zachowań klasyfikujących się jednoznacznie, jako
patologiczne. Brak refleksji nad jego czynami skutkuje kontaktami z tym,
ewidentnie chorym człowiekiem, do jego śmierci, a także publikowaniem serii
zdjęć Sachi przytulonej do „tatusia”.
Na kolejnych stronach Sachi opowiada
rzeczy szokujące, momentami niesmaczne, czasami tak nieprawdopodobne, że
sprawiające wrażenie zmyślonych. Do pewnego momentu relacja ta budzi
współczucie. Jednak, gdy pretensje na temat braku pomocy ze strony rodziców
wkładane są w usta 27-letniej kobiety, całość zaczyna budzić irytację. Narratorka
dużo miejsca poświęca na roztrząsanie faktu, że po ukończeniu szkoły
pozostawiona została samej sobie, że trakcie prób podbijania Hollywoodu nie
uzyskała wsparcia ze strony matki, posuwa się nawet do oskarżeń Shirley
MacLaine o sabotowanie swojej kariery aktorskiej.
Trudno wykrzesać w sobie pozytywne
uczucia w stosunku do któregokolwiek bohatera książki. Shirley
MacLaine przedstawiona jest w sposób, który musi budzić co najmniej niechęć,
ale jej roszczeniowa i pełna negatywnych emocji córka również nie wzbudza
sympatii. Podejmowane przez nią decyzje i wybory życiowe wzbudzają zdumienie, a
ewidentnie plotkarski styl książki nie wzbudza współczucia, jedynie irytację.
Jakie jednak uczucia może wywoływać fakt, że pewnemu traumatycznemu
przeżyciu autorka poświęciła jeden akapit,
a o niestrawności na planie filmowym pisała przez cztery strony...
Smutna książka, z której wyłania się
naprawdę niepokojący obraz relacji bohaterki z matką, opowiadana przez mocno poranionego człowieka i
budząca bardzo mieszane uczucia. Lektura „Szczęściary” na pewno nie należy do
przyjemności, nawet jeżeli położy się poprawkę na ewentualne koloryzowanie faktów.
Recenzja dla portalu dlaLejdis.pl
sobota, 8 listopada 2014
W kuchni u państwa Bennet.
Czy
kiedykolwiek w trakcie lektury „Dumy i uprzedzenia” zastanawialiście się, kto
szyje piękne suknie sióstr Bennet? Kto czyści ubłocone trzewiki Elizabeth i
kręci misterne loki Jane? Jo Barker oferuje nam szansę przyjrzenia się
wydarzeniom ze słynnej powieści oczami służących.
„Dworek Longbourn” opowiada historię
równolegle toczącą się z „Dumą i uprzedzeniem” ale bohaterowie Jane Austen
zajmują w niej drugoplanowe miejsce, ustępując pola rezolutnej pokojówce Sarze,
kompetentnej gospodyni Hill i tajemniczemu lokajowi Jamesowi.
„Jakaż pochwała może mieć większą
wartość nad pochwałę inteligentnej służby”, słowa Austen są mottem powieści
koncentrującej się na niewdzięcznej roli służącej w XIX -wiecznej Anglii. Autorka
tworzy drobiazgowe opisy ciężkiej pracy i ogromnego wysiłku wkładanego w to, by
dom państwa Bennet funkcjonował; jeden dzień przechodzi niepostrzeżenie w
drugi, obowiązki piętrzą się, monotonne i uciążliwe. Kolacje i bale oznaczają
dla panienek zabawę i możliwość poznania interesujących dżentelmenów, dla ich
służących , to godziny szycia sukien, układania fryzur i czekania do świtu z
gorącą wodą i ogniem w kominku.
„Dworek…” pokazuje nam oczami Sary dwa
rodzaje kobiet: miękkie jak ciasto delikatne panienki i silne, wyniszczone
ciężka pracą służące. Połączenie dosłowności i naturalistycznych opisów rodem z
prozy Fabera, z delikatnym światem wykreowanym przez Jane Austen tworzy
interesujący efekt. Szkoda, że autorka
nie poszła dalej lecz poprowadziła
powieść w kierunku romansu, z całym jego ciężarem gatunkowym. Ciekawe jest
obserwowanie jednej z najsłynniejszych
bohaterek literackim krytycznym okiem służącej, ale potencjał tkwiący w
tym pomyśle zostaje zmarnowany na rzecz opowiedzenia nam historii miłosnej.
Baker wydobywa na światło dzienne
szczegóły o których nie chcielibyśmy myśleć w trakcie lektury XIX-wiecznej
prozy: pogardę dla kobiet, nieludzko ciężką pracę służby, skandaliczne warunki
życia ubogich. By osiągnąć odpowiedni efekt kreuje analogiczne sytuacje np.
chorobę Sary w momencie gorączkowania Jane. Momentami opisy ciężkiej pracy i
trosk wydają się być lekko przesadzone, jakby autorka chciała koniecznie
wywołać współczucie czytelników. Nie udało się także w pełni oddać charakteru
postaci powołanych do życia przez angielską pisarkę: Lizzy, Jane, Mary, są
tylko bladym odbiciem bohaterek z „Dumy i uprzedzenia”.
Krytyka dziewiętnastowiecznego
społeczeństwa i wyzysku ludzi niższego stanu zostaje odstawiona w pewnym
momencie na drugi plan, zepchnięta przez perypetie miłosne dziewczyny rozdartej
uczuciem do dwóch mężczyzn. Baker
obdarza swoją bohaterkę niezłomnym charakterem i dumą, a także niezgodą na swoje
dotychczasowe życie. Niestety, cały potencjał tej postaci zostaje zmarnowany na
uwikłanie jej w banalną opowieść miłosną, tak samo jak potencjał całej książki idącej w stronę powieści obyczajowej z obowiązkowym
szczęśliwym zakończeniem.
„Dworek…” mimo wad jest niewątpliwie wart uwagi- nie tylko
miłośników prozy Jane Austen- to bardzo dobrze napisana opowieść z kilkoma
zaskakującymi rozwiązaniami, wypełniona pełnokrwistymi postaciami
przykuwającymi naszą uwagę.
Recenzja dla portalu: dlaLejdis.pl
czwartek, 6 listopada 2014
Potwór w kapciach
Tytułowy potwór to Brian, elegancki i przystojny ojciec czworga dzieci, w którym zakochała się piękna Roz, autorka i jednocześnie główna bohaterka wstrząsającej historii o domowej przemocy.
Dziesięć lat „związku” tej pary to dziesięć lat koszmaru przeżywanego przez kobietę poddawaną przemocy słownej, emocjonalnej, seksualnej i psychicznej. Bita, zdradzana, upokarzana na setki przeróżnych sposobów, Roz przez cały czas „związku” prowadziła rodzaj pamiętnika - były nim jej rysunki, które w pewnym momencie pozwoliły bohaterce spojrzeć na wszystko to, z właściwej perspektywy, dzięki czemu mogła w końcu odejść od swojego prześladowcy.
Przemoc domowa, objawiająca się w przeróżny sposób, jest zjawiskiem obecnym w co piątej polskiej rodzinie, są to dane porównywalne z tym, co dzieje się na całym świecie. Ofiarami przeważnie są kobiety, schemat zawsze jest ten sam: przystojny, czuły i troskliwy mężczyzna zmienia się po pewnym czasie w bestię, tak jak Brian. Człowiek, który jawi się jako czysta emanacja zła, dręczący: kobietę, którą podobno kocha, własne dzieci, pracowników, obcych ludzi, wszystkie żywe istoty znajdujące się wokół niego, łącznie z psem... To ktoś, kto potrafi powiedzieć kilkuletniej córce, że spowodowała śmierć własnej matki, swoim niegrzecznym zachowaniem... Kluczem do tej postaci są słowa wypowiadane przez Briana, w momencie przeglądania danych osobowych pracowników: „Naprawdę łatwo można kontrolować i niszczyć ludzi. Trzeba tylko wywołać dysfunkcję, ponieważ w jej rezultacie rodzi się niepewność. Z chwilą, gdy ktoś przestaje się czuć bezpieczny, można z nim zrobić co tylko się chce.” I to właśnie robi Brian z Roz, zmieniając jej życie w koszmar. Cała historia została przedstawiona w formie komiksu, co powoduje, że wyróżnia się na tle innych opowieści o przemocy domowej. Ten sposób podawania treści miał spowodować, że całość silniej przemawia do czytelnika. Powiedzmy sobie szczerze - zobojętnieliśmy w znacznym stopniu na opowieści o tym, jak mężczyzna dręczy „swoją” kobietę. Ten temat był wielokrotnie poruszany, między innymi w licznych kampaniach społecznych. Komiks Roz Penfold jest próbą autorefleksji, rodzajem „obrazkowej psychodramy”, którą dzieli się z odbiorcą. Forma, w jakiej to robi, zdecydowanie wzmacnia siłę przekazu. Całość, w założeniu, miała być przestrogą lub/i motywacją do zmian czytelniczki/czytelnika, którego rodzina doświadczyła czegoś podobnego.
Nie wiem, czy spełni ten postulat. Przymusowa aborcja, upokorzenia, zdrady, widok wykorzystywanych i dręczonych dzieci nie były przez dziesięć lat wystarczającym powodem dla autorki komiksu do tego, by opuściła swojego potwora. Czy istnieje więc możliwość, że inne kobiety, uwikłane w ten sam mechanizm przemocy, po przeczytaniu opowieści Roz, zdecydują się na porzucenie bestii, z którymi żyją? Raczej należy w to wątpić... Bardziej prawdopodobny i realny do spełnienia jest postulat o funkcji ostrzegawczej. Książka wyczula na najmniejsze nawet przejawy agresji fizycznej, bądź psychicznej ze strony mężczyzn, pokazuje, w jak kunsztowny sposób partner potrafi doprowadzić do tego, że wykształcona kobieta, kierująca własną firmą zostaje sprowadzona do rangi przedmiotu. Ostrzega, nagłaśnia problem, pokazując jednocześnie, że przemoc domowa może trafić w każdego z nas: niezależnie, od tego czy mamy podstawowe, średnie, czy wyższe wykształcenie. Nie sprawia tylko, że pojmujemy, jak to możliwe, że „silna asertywna kobieta pozwoli się poniżać...” Ale czy to da się pojąć? Literatura tego typu, może pokazać nam skalę zjawiska, jakim jest przemoc w domu, ale nigdy nie pozwoli osobie, która takiej przemocy nie doświadczyła, wczuć się w ofiarę. Ja nie rozumiem kobiety, która przez dziesięć lat pozwoliła na odebranie godności sobie i dzieciom, których opiekunką została, dziesięć lat życia poświęcając w imię źle rozumianej miłości. I mam nadzieję, że nigdy tego nie zrozumiem…
Odbrązowienie
"To my bez głosu My bezimienne My z jedną twarzą zawsze tą samą Penelopa…"
Zamknij oczy i przywołaj wszelkie skojarzenia, które nasuwają Ci się, gdy o niej myślisz. Wierność, cierpliwość, oddanie, miłość. W ciągu wieków Penelopa stała się posągową bohaterką, postacią bez skazy, tak doskonałą, że aż w swej doskonałości nudną. Margaret Atwood postanowiła zweryfikować nieco sposób postrzegania żony Odysa. Otwórz więc oczy i posłuchaj, przygotuj się na historię opowiedzianą ustami kobiety, która po raz pierwszy zdecydowała się wyjawić jak to naprawdę było.
Penelopiada rozbrzmiewa kobiecymi głosami, oprócz samej Penelopy, możesz także wysłuchać jej dwunastu służek. Dziewcząt powieszonych przez Odysa, za zbytnie spoufalanie się z zalotnikami żony. Babskie gadanie…Obnażanie słabości męża, który okazuje się być kobieciarzem i oszustem; boska Helena Trojańska to zwykła głupia gęś, która zbytnio folgowała swoim popędom. Historie dzieciństwa księżniczki i wiejskich dziewuch, które niewiele różnią się od siebie, jednakowo traktowane jak kawałek mięsa w świecie herosów i tytanów. Babskie gadanie…Plotki o zalotnikach, problemach z teściowymi i szarym życiu kobiety-matki, żony, służącej. Historie zwykłych kobiet, których losy splecione zostały w przeróżny sposób z losami Odyseusza.
Penelopie zabrano prawo głosu, na zawsze zmieniając ją w posąg dobrej żony, a służki… czy pamiętasz jakieś służące z mitu o Odysie? W obu przypadkach zmuszono je do milczenia, pozwalając by stały się elementami składowymi mitu o wspaniałych mężczyznach. Historia stworzona przez Atwood dosyć bezlitośnie rozprawia się nie tylko z opowieścią o Odysie, ale także z mitem jako takim. Obnaża niekonsekwencje historii gloryfikujących jednych kosztem innych; nadaje im ludzki, bardzo ludzki wymiar. Pisząc o codzienności, zwykłym życiu kobiety oszukiwanej przez męża, zmusza do przemyślenia, do przeinterpretowania tradycyjnej, stworzonej przez mężczyzn, wersji tej opowieści. Opowieści, która dzięki temu zyskuje zupełnie inny wymiar. Sama Penelopa, inteligentnie i złośliwie przedstawiająca swoją historię, staje się w końcu postacią z krwi i kości, kończąc z ze swoim własnym mitem. I chociażby dla tej przemiany warto sięgnąć po tę historię.
środa, 22 października 2014
Bękart kontra świat.
W literaturze
fantastycznej nie ma chyba bardziej sztampowego motywu, niż historia dziecka,
powoli zdobywającego tajniki niezwykłej wiedzy i w końcu objawiającego swe nadzwyczajne zdolności całemu światu w
celu jego uratowania. Chwała zatem Robin Hobb za wykorzystanie tego zużytego
schematu w sposób świeży i zaskakujący czytelnika.
Głównym bohaterem powieści jest nieślubne
dziecko następcy tronu, Bastard Rycerski, chłopiec podrzucony na dwór królewski
i tam pozostawiony na łaskę i niełaskę swojej nowej rodziny. Oczami dziecka poznajemy zatem mechanizmy
rządzące nie tylko królewskim majątkiem, ale całym Królestwem Sześciu Księstw.
Wychowywany przez sługę ojca, pogardzany przez dwór, ignorowany przez krewnych,
Bastard powoli uczy się komu ufać, a kogo za wszelką cenę unikać. Sytuacji
bękarta nie poprawia fakt zrzeczenia się tronu przez jego ojca, a potem jego
gwałtowna śmierć. Kolejka do korony zmniejsza się w ten sposób znacząco i oczy
wielu ludzi zwracają się z zastanowieniem w kierunku małego podrzutka.
Na kolejnych stronach Bastard
podejmuje naukę u różnych nauczycieli, gdyż król dochodzi do wniosku, że
wartość dziecka można znacząco podnieść przez edukację, swoistą tresurę której
rezultatem będzie lojalny sługa, mający żyłach królewską krew. Chłopiec w dzień
zdobywa wiedzę z zakresu dyplomacji, dobrych manier, historii, szermierki, a
nocami poznaje tajniki skrytobójstwa, niezwykle przydatnego w politycznych
machinacjach. Naznaczony bliznami Cierń jest skutecznym nauczycielem swojego
fachu, a młody Bastard niezwykle pojętnym uczniem, wysyłanym na coraz
liczniejsze misje.
Skuteczny zabójca jest coraz
bardziej potrzeby władcy ziem nękanych przez najeźdźców coraz śmielej
zapuszczających się w głąb królestwa, celowo zarażający mieszkańców chorobą
zmieniającą ludzi w bestie. Ataki piratów i powiększająca się liczba chorych
powodują, że panujący coraz częściej musi sięgać po radykalne środki, by zyskać
sojuszników, pozbyć się wrogów i przekonać opornych do swoich działań, zaś
najbardziej radykalnym ze środków jest Cierń i jego młody, zdolny uczeń.
Głównym wątkiem powieści jest
bolesne dorastanie Bastarda, a losy chłopca nieodwracalnie splatają się z
historią całego królestwa, stopniowo popadającego w coraz większe zagrożenie.
Oczami dziecka, potem młodzieńca, patrzymy na stosowane coraz bardziej
rozpaczliwe środki, mające powstrzymać krwiożerczych wyspiarzy, zmieniające się
nastroje polityczne, powstające i dławione spiski. Samotne, nie chciane przez
nikogo dziecko jest doskonałym przewodnikiem po Królestwie Sześciu Księstw. Autorka
stworzyła spójną wizję świata przypominającego nasze średniowiecze, różniącego
się między innymi istnieniem Mocy, pozwalającej na telepatyczne porozumiewanie
się, zabijanie na odległość, wpływania na zachowania innych itd. Niektórzy z
poddanych, a także sami książęta mają naturalną zdolność posługiwania się Mocą,
która szkolona może stać się groźną bronią.
Najmocniejszą stroną historii są
bohaterowie, pierwszo- i drugoplanowi. Wielowymiarowi, pełni złożonych uczuć, nie
dający się sprowadzić tylko do kilku cech. Bastard, koniuszy, Błazen, Cierń, każdy z nich jest wiarygodnie
przedstawioną postacią, interesująca w każdym calu i ewoluująca na kolejnych
stronach.
„Uczeń skrytobójcy” ucieka od
sztampowych rozwiązań: główny bohater z racji swoich zdolności i pochodzenia
nigdy nie stanie się szanowanym członkiem społeczeństwa, finał opowieści jest
dosyć gorzki, a samotny pozbawiony przyjaciół Bastard znacząco odbiega od
bohatera większości książek fantasy.
Świat przedstawiony na kolejnych stronach nie jest przesadnie oryginalny, ale
stanowi spójną i wiarygodną wizję, przemawiającą do czytelnika. Ta pełna emocji
opowieść o dorastaniu jest pozycją z wszech miar zasługującą na uwagę.
czwartek, 16 października 2014
Wolność za wszelką cenę
„Czarne skrzydła”,
to poruszająca trudny temat pasjonująca opowieść,
łącząca w sobie fikcję literacką z prawdziwymi wydarzeniami, jakie miały
miejsce w dziewiętnastowiecznej Ameryce.
Poruszający portret dwóch kobiet
ukazany jest na tle okrucieństw epoki, pozwalającej na traktowanie drugiego
człowieka w kategoriach wyłącznie użytkowych. Autorka zdecydowała się na
dwutorową narrację, oddając głos Szelmie: bystrej i niepokornej niewolnicy oraz
Sarze, córce sędziego stanu, pozornie uprzywilejowanej z racji swojej pozycji
społecznej i koloru skóry. Obydwie bohaterki zdecydowanie nie przystają do
czasów w których przyszło im żyć. Szelma pragnie dla siebie czegoś więcej, niż pokornego
wykonywania poleceń i pochwał z ust białych. Z kolei Sara już w dzieciństwie żywi
odrazę do niewolnictwa i postrzegania służących, jako niepełnych ludzi,
wykazując tym samym wrażliwość rzadko spotykaną wśród jej ówczesnych.
Pragnącą zostać prawnikiem-w świecie
każącym jej wyłącznie rodzić dzieci i trwać przy mężu- Sarę i za wszelką cenę dążącą do uzyskania wolności-
Hetty połączy niezwykły związek, doskonale opisany przez Szelmę: „Darzyła mnie
miłością i współczuciem, a ja kochałam ją i wykorzystywałam”. Niemożliwa więź,
nawiązana w dzieciństwie nie zostaje zerwana przez kolejne lata. Kidd pokazuje
bolesny proces dojrzewania obu dziewczyn w świecie wrogim kobietom, niezależnie od koloru ich skóry, świecie który
jest klatką. Zarówno córka sędziego, jak i córka szwaczki pragnie zrealizować
marzenie o niezależności, całe swoje życie podporządkowując temu pragnieniu.
Narastający powoli bunt Sary znajduje w końcu ujście dzięki młodszej siostrze
Ninie, waleczniejszej i bardziej radykalnej z pociech sędziego Grimke.
Bolesny temat podany jest z dużym
wyczuciem, w sposób który i tak wywołuje niezwykle silne emocje. Powoli, na
kolejnych stronach pojawiają się kobiety,
które nie pozwoliły się złamać prawu, mężczyznom, tragicznym przeżyciom. Silne,
decydujące się na bolesne odrzucenie wartości, jakimi żyła przeważająca większość ówczesnych kobiet,
skazując się na ostracyzm, publiczne potępienie, czasami nawet narażając życie.
Wyraziście nakreślony obraz epoki ujawnia mroczne oblicze Ameryki, z jej
silnymi kontrastami, nienawiścią, brakiem szacunku dla życia, skostniałymi
poglądami.
„Czarne skrzydła” oparte są na
biografii sióstr Grimke, jednych z pierwszych sufrażystek i abolicjonistek,
prekursorek amerykańskiej myśli feministycznej; obejmując ponad trzydzieści lat z ich życia w
Karolinie Południowej, zmieniającej swoją ponurą postać dzięki właśnie takim
kobietom. Autorce należą się brawa nie tylko za przypomnienie sylwetek obu
sióstr, ale za zdecydowanie się na uzupełnienie ich historii narracją Hetty, której
opowieść w bardzo naturalny sposób
splata się opowieścią Sary i Niny.
Po raz kolejny autorce „Sekretnego życia
pszczół” udało się stworzyć poruszającą książkę
o pragnieniu wolności niezależnie od
koloru skóry, płci i pozycji społecznej. Recenzja dla portalu dlaLejdis.pl
piątek, 3 października 2014
Bo to zła matka była...
Małgorzata Warda w „Mieście z lodu” poruszyła
niezwykle bolesny temat, tworząc poruszającą opowieść o walce z samym sobą i
próbach normalnego życia mimo choroby psychicznej.
Główna bohaterka, Teresa, od lat zmaga się z
afektywną chorobą dwubiegunową, niszczącą i odbierającą szansę na normalne
życie. Miotająca się od euforii do depresji, biorąca silne leki kobieta jest
także matką trzynastoletniej Agaty, wychowywanej głównie przez babcię. Próbując
odzyskać utraconą przed laty więź, Teresa wyjeżdża pewnego dnia z córką w
poszukiwaniu swojego miejsca i próby zbudowania domu. Sielskie, górskie
miasteczko wydaje się być idealne do rozpoczęcia wszystkiego na nowo: Teresa
podejmuje pracę, Agata zaczyna chodzić do szkoły, pozornie wszystko wydaje się
być w najlepszym porządku, dopóki choroba nie daje o sobie znać ponownie…
Atrakcyjna samotna matka i jej wrażliwa piękna
córka budzą agresję miejscowych, zwłaszcza kobiet traktujących obie bohaterki w kategoriach
intruzów naruszających spokój miasteczka. Miasteczka skrywającego dosyć ponury
sekret i powoli ukazującego swoje prawdziwe oblicze: wrogość w stosunku do
obcych, bigoteria, zakłamanie- to tylko kilka przykładów uczuć, z jakimi
borykać się muszą nowe mieszkanki. Atmosfera ulega dramatycznemu pogorszeniu,
gdy Agata zostaje znaleziona nieprzytomna na śniegu w górach. Policja wszczyna
śledztwo a małomiasteczkowe duszyczki z lubością wydają wyrok już na samym
początku : wszystkiemu winna jest zła
matka zaniedbująca swoje dziecko.
Warda stworzyła niezwykle poruszającą powieść,
której lektura niesie wiele trudnych pytań. Niełatwy temat przedstawiony jest z
ogromnym wyczuciem i wrażliwością, autorka poprzednimi powieściami pokazała, że
nie boi się sięgać po historie rzadko goszczące w literaturze obyczajowej. Umiejętność
splecenia ciężkiej tematyki z rzetelnym
warsztatem przewodzi na myśl amerykańską pisarkę Jodi Picoult. Obie autorki
poruszają bolesne tematy, nierzadko kontrowersyjne, a ich książki stają się
przyczynkiem do dyskusji np. o przemowy w rodzinie, chorobach psychicznych itd.
„Miasto
z lodu” porusza nie tylko tematyką, ale także wiarygodnie nakreślonymi
bohaterami, mocno osadzonymi w polskiej rzeczywistości, realistycznie
przedstawionymi i zapadającymi w pamięć. Trudna lektura, ale niewątpliwie warta
uwagi.
piątek, 26 września 2014
Pokrzepiająca bajka.
Urocza i
bezpretensjonalna, takie słowa najlepiej oddają treść najnowszej powieści
Darien Gee.
Pisarka powraca do herbaciarni Madeline
Davies, by pokazać nam tym razem cztery zupełnie różne kobiety, których losy
splatają się w zaskakujący nieraz sposób. Isabel remontuje swój dom, by móc go
sprzedać i opuścić miasteczko w którym jej zmarły mąż znalazł sobie kochankę. Młodziutka
Ava samotnie wychowuje synka i stara się związać koniec z końcem po śmierci
ukochanego. Niezwykle atrakcyjna pani hydraulik, Yvonne zmaga się z demonami
przeszłości i stara się odciąć od toksycznej rodziny. Z kolei Frances za
wszelką cenę pragnie dołączyć do swojej rodziny córeczkę: adopcja małej Chinki
przebiega w niezwykle dramatyczny sposób, a trudności dosłownie piętrzą się w
oczach.
Cztery bohaterki poznają się bliżej
dzięki niezwykłej starszej pani: wielbicielce scrapbookingu i dobrych rad, Bettie Shelton. Jej niezwykłe albumy,
tworzone na kanwie najlepszych wspomnień każdego z mieszkańców, mają dosłownie
magiczną moc leczenia ran, łączenia ludzi i pokonywania barier między nimi, czy
to jednak wystarczy, gdy sama Bettie potrzebować będzie kogoś, kto pomoże jej
dokonać rozrachunku z bolesną przeszłością?
W atmosferze wzajemnego szacunku,
choć nie bez paru zgrzytów, mijają kolejne dni, a bohaterki uczą się od siebie,
jak walczyć z przeciwnościami i godzić się z tym, co nieuniknione. Małe
miasteczko pełne jest ekscentrycznych postaci, wyposażonych w dosyć charakterystyczne
cechy, czasami lekko uciążliwych, ale w ostatecznym rozrachunku sympatycznych,
jak choćby lekko zwariowana Bettie, za nic mająca konwenanse i dobre maniery.
Avalon okazuje się być miasteczkiem
z bajki, gdzie każdy mieszkaniec może liczyć na sąsiedzką pomoc, a wszelkie
niedogodności wynikające z mieszkania w zamkniętej społeczności znikają w
obliczu zalet takiej egzystencji. Trochę utopijna wizja amerykańskiego
miasteczka rodem z bajki, nie każdemu przypadnie zapewne do gustu, ale Darien
Gee nie tworzy realistycznych powieści, co udowodniła już „Herbaciarnią
Madeline”. Konwencja powieści pokrzepiającej i podnoszącej na duchu, została
doprowadzona w obu książkach do perfekcji i z takim zastrzeżeniem trzeba je
czytać.
Nieco wyidealizowana rzeczywistość,
gdzie nawet najgorsze katastrofy nie łamią ludzi, a szczęśliwe zakończenia są
na porządku dziennym, przypominają nieco powieści Fannie Flagg. „Uśmiech…” nie serwuje wprawdzie tylu
śmiesznych scen i zabawnych sytuacji, co choćby „Smażone zielone pomidory”, ale
i tak jest naprawdę przyjemną lekturą, godną polecenia.
Recenzja dla portalu: dlaLejdis.pl
Recenzja dla portalu: dlaLejdis.pl
czwartek, 25 września 2014
Kulinarnie i bez polotu
„Podróż na sto stóp”, to kolejna książka potwierdzająca
smutny fakt: im większy zachwyt recenzentów z okładki, tym większe
rozczarowanie czytelnika naiwnie wierzącego w słowa, że ma do czynienia z genialną
powieścią.
Morais stworzył historię lekką i dosyć przyjemną w odbierze, mimo wielu
niedociągnięć, ale z rodzaju tych, które zapominamy zaraz po przeczytaniu.
Główny bohater, Hassan Haji, jest obdarzonym genialnym wyczuciem smaku, synem
właściciela indyjskiej restauracji. Hassan urodzony w Indiach, tam poznaje
smaki i bogactwo kuchni hinduskiej: pełnej aromatów, pikantnych przypraw,
wonnej i aromatycznej; tam kształtuje się jego gust kulinarny. Bohater pochodzi
z rodziny o wielkim apetycie na życie, ambitnych i zdeterminowanych, co
przekłada się bezpośrednio na odnoszone przez nich sukcesy w prowadzonych
interesach. Niestety, dramatyczne wydarzenia odbierają chłopcu matkę i
ojczyznę, Haji wraz bliskimi emigruje:
najpierw do Anglii, potem do Francji, gdzie ostatecznie postanawiają się
osiedlić.
Ojciec naszego bohatera wraca do sprawdzonej metody na zarobek
i wkrótce oczom spokojnych mieszkańców
małego miasteczka ukazuje się głośna i pachnąca przyprawami Maison Mumbai,
ściągająca rzesze klientów doskonałymi daniami gotowanymi przez Hassana. Pech
chce, by w miasteczku znajdowała się już typowo francuska restauracja
prowadzona przez kostyczną Madame Mallory, szczycącą się wyśmienitym smakiem i
zamiłowaniem do eleganckich potraw, serwowanych w kunsztowny sposób. Nietrudno
się domyślić, że głośny i niechlujny lokal nowych mieszkańców nie przypada do
gustu eleganckiej starszej pani. Narasta konflikt nie tylko między dwoma
szefami kuchni, ale także dwoma odmiennymi stylami życia: spokój i opanowanie
kontra żywiołowość i spontaniczność.
Kulinarna wojna zdominowała większą część opowieści,
rozpadającą się dalej na szereg historii
o mniejszej i większej wadze. Kolejne wydarzenia opisują trudną drogę, jaką
przejść musi chłopak ze zwykłej rodziny, by stać się kimś, kto zadziwi cały
świat. Niestety, późniejsze strony nie są już tak zajmujące, jak część książki
poświęcona aklimatyzacji we Francji.
Niewątpliwą zaletą powieści są smakowite opisy, każda
strona poświęcona kucharskim dokonaniom Hassana jest niezwykle plastyczna,
kipiąca wprost od zapachów, smaków, te fragmenty mogą naprawdę skłonić kogoś do
wycieczek w kierunku lodówki: czytelnik praktycznie czuje smakowite zapachy,
aromatyczne przyprawy, słyszy skwierczący olej… Niestety, kiedy tylko autor
musi wyjść poza opisy kulinarne, książka staje się mdłą opowiastką, wypełnioną
niedopracowanymi bohaterami.
Większość postaci naszkicowana jest bardzo grubą kreską i
miejscami sprawia wrażenie mocno karykaturalnych. Madame Mallory raz kreowana
jest na prawdziwą damę, by za chwilkę zachowywać się, jak prostaczka, powodując
znaczący dysonans u odbiorcy. Główny bohater wyposażony w kilka zaledwie
charakterystycznych cech, rzadko sprawia wrażenie wiarygodnego, tak samo jest
niestety z resztą postaci. Kilka powiedzonek, karykaturalnych gestów, to jedyne
środki jakimi dysponuje Morais
w kreowaniu swoich antagonistów.
Dialogi
czasami są bardzo toporne, w czym nie pomaga także tłumaczenie, momentami
naprawdę niedbałe: dziwne zwroty pojawiające się co jakiś czas, a także nieudolne
próby oddania slangu, czy też niezgrabnej angielszczyzny nowych mieszkańców Londynu. Brak jest również konsekwencji w prowadzonej
narracji: wysoki ton sąsiaduje z prymitywnymi odzywkami np. na temat kobiecego
ciała, a wszystko to w obrębie jednego akapitu.
„Podróż
na sto stóp” jest idealnym przykładem na to, że miłość do kuchni i książek nie
zawsze przekłada się na dobrą powieść o gotowaniu.
Recenzja dla portalu: dlaLejdis.pl
Recenzja dla portalu: dlaLejdis.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)