wtorek, 22 kwietnia 2014

ŚBK-kulinarnie


Uwielbiałam czytać i przy tym jeść. Jedną kanapkę za drugą, jedno ciastko za drugim, słodkie i słone na zmianę. To było cudowne: romanse z serem gouda, powieści przygodowe z czekoladą z orzechami, tragedie rodzinne z muesli, bajki z miękkimi karmelkami, opowieści rycerskie z markizami. (...) Jak długo tak jadłam i czytałam, było dobrze"

"Smak pestek jabłek"
K. Hagena

Nie będę chyba przesadnie oryginalna pisząc, że zdecydowanie wolę czytać o jedzeniu, niż je przygotowywać. Zamiast długich godzin spędzonych przy garach i z mizernym rezultatem, wolę zagłębiać się w smakowite opisy posiłków wyczarowanych przez bohaterów i bohaterki literackie, przy okazji podjadając coś, co przygotował ktoś inny;)
Przed Wami mój stosik książek, których nie powinnam  czytać zbyt często, bo każda z nich, to tysiące kalorii pochłanianych przeze mnie w okamgnieniu.

Książki M. Grimes, to nie tylko świetne kryminały z zajmujacą bohaterką, ale także prawdziwa orgia kulinarna. Matka głównej bohaterki jest czarodziejką kuchni, w swoim hotelu serwującą klientom niesamowite potrawy. Również jej córka powoli eksperymentuje ze smakami, choć przyznać trzeba, że dziewczynka koncentruje się raczej na przyrządzaniu niecodziennych drinków, którymi poi na potęgę zwariowaną krewną, by wydobywać z niej cenne informacje. 


Wspomnienia J. Child, to prawdziwy koszmar dla odchudzającej się wiecznie czytelniczki, pamiętam, że lekturę przerywały mi co chwila wycieczki do kuchni, gdzie tworzyłam sobie namiastki wspaniałych posiłków opisywanych w tak plastyczny sposób, że groził mi poważny ślinotok.





"Smażone zielone pomidory", to nie tylko tytułowe danie, ale także serwowane w knajpce smakowite posiłki, przyciągające liczną klientelę. Jedno z dań pewnie bym odpuściła (czytalnicy wiedza które), resztę z przyjemnością widziałabym na swoim stole. 




Pozostałe książki ze stosu, to typowe lekkie opowiastki, w których kobiety za pomocą kuchennych czarów zmieniają życie swoje i swoim bliskim, może i błahe, ale napisane plastycznie i z talentem.




Moje "modelki" pozują z owocami, co jest zdecydowanie przekłamaniem, jeżeli chodzi o to, co spożywam w trakcie moich zmagań z lekturami. Fotografowanie paczki żelków wydało mi się jednak niepoważne:P

4 komentarze:

  1. Ten ostatni stosik mnie tu zainteresował (choć Mofongo, sama ostatnio zakupiłam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stosik jest prawie w całości sprokurowany dzięki pewnemu stołowi w pewnej księgarni;)

      Usuń
  2. Żelki? Trzeba było! Wcale nie niepoważne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, następnym razem się nie zawaham;)

      Usuń