piątek, 25 lipca 2014

Powrót Olgi Gromyko

„Wierni wrogowie”, to smakowity kąsek nie tylko dla miłośników twórczości Olgi Gromyko, ale dla każdego czytelnika ceniącego przygodowe fantasy ze sporą dawką humoru.
            Białoruska  pisarka, która podbiła polskich czytelników serią książek o wiedźmie W. Rednej, tym razem powraca z powieścią osadzoną w tym samym uniwersum, ale na długo przed narodzinami rudowłosej specjalistki od magii. Główna bohaterka, Szelena, jest pomocnicą znachora, charakterną dziewczyną i wilkołakiem na dodatek: „ Komuś ta zdolność wydaje się przekleństwem. Dla kogoś innego, to możliwość wypuszczenia na wolność wszystkich ukrytych pragnień”. Pogodzona z tym kim jest ale mimo wszystko ukrywająca swoją tożsamość, trzyma się na uboczu, starając się nie zwracać na siebie uwagi ludzi chętnie łapiących za widły w zetknięciu z gadającym wilkiem.


            Pewnego dnia los stawia na jej drodze poturbowanego maga, specjalisty od eksterminacji wszystkiego, co kojarzy się w mrocznymi siłami, a za takowe uchodzi w Belorii wilkołak. Szelena wbrew zdrowemu rozsądkowi postanawia leczyć ciężko rannego maga, co powoduje, że chwilę potem jej życie zmienia się diametralnie. Dawni wrogowie muszą zjednoczyć siły przeciwko tajemniczemu przeciwnikowi: ktoś tresuje krwiożercze bestie, napadające na ludzi w całej Belgorii, rzucając tym samym wyzwanie Konwentowi Magów, organizacji starającej się o utrzymanie porządku w magicznej krainie.
            Siłą powieści pisarki zawsze były barwne i sympatyczne postaci, nie inaczej jest w tym przypadku. Oprócz walecznej Szeleny i maga pełnego tajemnic, Gromyko wprowadza na scenę smoka-podrywacza potrafiącego przybrać ludzką postać, cherlawego ucznia maga oraz  dziewczynkę o mrocznej przeszłości. Cała ta, pozornie niedobrana, kompania staje w obliczu wydarzeń mogących na zawsze zmienić Belorię. Ponownie możemy raczyć się licznymi słownymi pojedynkami, wzajemnymi docinkami i sarkastycznymi uwagami, z których słyną kreowani przez autorkę  bohaterowie.
            „Wierni wrogowie” są powieścią pełną humoru ale także mroku: każdy z bohaterów ma za sobą bolesną przeszłość, rany których nie zaleczył czas, dodatkowo- świat w którym przyszło im żyć jest zdecydowanie groźniejszy, niż rzeczywistość, w jakiej funkcjonowała Redna. Pisarka nie waha się tworzyć scen pełnych przemocy, bohaterowie bez przerwy spotykają stwory pragnące ich pożreć, a skład drużyny w każdej chwili może zostać znacznie uszczuplony…
            Gromyko stworzyła bogaty, złożony świat pełen niebezpieczeństw, tajemniczych stworów i magii, łatwo wymykającej się spod kontroli. Klasyczne motywy charakterystyczne dla literatury fantasy ułożone zostały w spójną i wciągającą całość, dodatkowo autorka czasami pozwala sobie na delikatną kpinę z literackich stereotypów, jak choćby w przypadku tradycyjnego przedstawiania elfów.
            „Wierni wrogowie”, to wciągająca opowieść łącząca w sobie idealną dawkę patosu, czarnego humoru i mrocznych tajemnic.

Recenzja dla portalu: dlaLejdis.pl

czwartek, 24 lipca 2014

Apetyt na renesans

„Apetyt”, to niezwykła, tętniąca tysiącami smaków i  zapachów, zmysłowa lektura idealna na wakacyjne wieczory.
            Jej autor, Philip Kazan jest  brytyjskim historykiem sztuki, a jednocześnie koneserem kuchni, te obydwie pasje znalazły swoje miejsce w jego debiutanckiej  powieści. Kazan przenosi nas do Florencji XV wieku, gdzie poznajemy niezwykłego chłopca- Nino jest prawdziwym geniuszem smaku, bezgranicznie oddanym swojej pasji: gotowaniu. Poznajemy go w momencie, gdy dopiero zaczyna poznawać swój niezwykły talent, początkowo nieśmiało sięgając po zaskakujące zestawienia smaków, komponując potrawy zadziwiające miłośników kuchni, by stopniowo coraz lepiej panować nad swoimi zdolnościami, a co za tym idzie- podniebieniem kolejnych smakoszy.


            Dzięki swojemu talentowi zwykły syn rzeźnika wspina się po kolejnych szczeblach drabiny społecznej, ostatecznie gotując dla samego papieża. Historia wspaniałego talentu nie byłaby jednak pełna bez wątku nieszczęśliwej miłości, Kazan wprowadza zatem na scenę Tessinę, piękną przyjaciółkę z dzieciństwa, powoli zaprzątającą wszystkie myśli utalentowanego młodzieńca. Uczucie to jednak nie ma szans: Tessina zostaje oddana podstarzałemu i groźnemu  arystokracie, a zrozpaczony Nino rzuca się w szaleńczy wir pracy. Mijają dni, miesiące lata, a kucharz nie potrafi zapomnieć o ukochanej…
Pisarz tworzy zapadające w pamięć obrazy, przesycone zapachami i kolorami. Tętniąca życiem Florencja zmienia się na naszych oczach: ludzie rosną w siłę, by za chwilę upaść, nowi idole podbijają serca, to lśniące  jak klejnot miejsce pełne mrocznych tajemnic, brutalne i pełne przemocy. Bardzo plastyczne i sugestywne sceny przyrządzania potraw graniczą z realistycznymi do bólu opisami brudnych ulic oraz cuchnących mieszkańców Florencji. Kazan nie waha się przed wprowadzeniem naturalistycznych szczegółów, wywołujących momentami nawet obrzydzenie- jako historyk nie tworzy polukrowanej wersji renesansowej rzeczywistości, lecz oddaje ją w najdrobniejszych szczegółach. Ciemne i brudne uliczki sąsiadują z wystawnymi pałacami, pełnymi dekadenckiego przepychu.
Debiutant nie ustrzegł się przed popełnianiem kilku błędów: powieść jest momentami zbyt szczegółowa, gubiąc główny wątek w nadmiernej liczbie detali, a droga Nino do samopoznania jest ciut zbyt długa, pod koniec wywołując lekkie znużenie u czytelnika. Są to jednak drobne niedociągnięcia, nie umniejszające przyjemności, jaka płynie z lektury tej niesamowicie zmysłowej powieści.


Recenzja dla portalu: dlaLejdis.pl

poniedziałek, 14 lipca 2014

Uwierz w ducha.

            Gaiman uwielbia bawić się z czytelnikiem, ufny w jego oczytanie i obycie w popkulturowym świecie, nie inaczej jest w przypadku „Księgi cmentarnej”, będącej swoistą wariacją na temat „Księgi dżungli”.
            Angielski pisarz nie byłby sobą, gdyby nie nawiązał do klasyki w sobie tylko właściwy sposób: historię małego chłopca, osieroconego w wczesnym dzieciństwie i przygarniętego przez istoty, którym zwykle nie przypisuje się instynktu macierzyńskiego, osadził na cmentarzu: „(…) by wychować dziecko, trzeba więcej niż para poczciwych dusz. Trzeba całego cmentarza.”


Mały chłopiec zostaje przygarnięty nie przez dzikie zwierzęta, ale przez duchy zamieszkujące zabytkowy cmentarz. Zmarli w różnych epokach mieszkańcy nekropolii nie ustają  w wysiłkach, by dziecko odebrało odpowiednią edukację, jadło przyzwoite posiłki i wyrosło na przyzwoitego obywatela. Sielankowy obrazek psuje jedynie pamięć o morderstwie dokonanym na rodzinie chłopca i tajemniczym zabójcy pozostającym nadal nieuchwytnym. Pomimo wiszącego nad nim zagrożenia- Nik, zdrobnienie od imienia Nikt- rośnie sobie spokojnie, przeżywając kilka niesamowitych przygód, stanowiących preludium do ostatecznej konfrontacji z mordercą swojej rodziny.



Balansując na granicy horroru, pisarz  nigdy nie tworzy historii zbyt mrocznej i okrutnej, łagodząc wymowę całości idealną dawką czarnego humoru, Gaiman czyni z cmentarza miejsce spokojne, bezpieczne, zamieszkane przez  kochające  istoty. Kolejne strony wypełniają fantastyczne stwory, przeróżne zjawy, tajemnicze postacie i zwykli śmiertelnicy. Spotkania z nimi stanowią przyczynek do odebrania ważnej lekcji, zdobycia cennego doświadczenia, zmiany postrzegania świata przez Nika. Chłopiec uczy się życia nie tylko od rówieśniczki, dla której stary cmentarz  to plac zabaw, ale także zmarłej dawno temu czarownicy, pochowanej na niepoświęconej ziemi. Gorzkie doświadczenia przeplatają się z radosnymi chwilami, a zabawa z niebezpieczeństwem.
Każdy rozdział, to osobna historia, subtelnie podająca jakiś morał, bez smrodku dydaktycznego pokazująca negatywne konsekwencje zachowań, taki jak lenistwo, czy też nieposłuszeństwo.  Bez nachalnego moralizowania Gaiman uczy swoich małych czytelników, jak odróżniać dobro od zła, pokazując konsekwencje płynące z łamania pewnych reguł.
            Opowieść toczy się wartko, autor sprawnie prowadzi akcję, nawiązując do literatury, przeróżnych wierzeń i łącząc się w całość, która przypadnie do gustu zarówno małoletniemu, jak i dorosłemu odbiorcy. Po raz kolejny Gaimanowi  udała się trudna sztuka stworzenia pozornie prostej bajki, pełnej dopracowanych szczegółów i zaskakujących postaci. Historia dojrzewania Nika Owensa, to opowieść łącząca w sobie to, co najlepsze w twórczości angielskiego pisarza: intertekstualność, mroczne poczucie humoru, umiejętność tworzenia wielowymiarowych bohaterów, niedopowiedzenia pozwalające na różnorodne interpretowanie czytanej opowieści. 

sobota, 28 czerwca 2014

Poruszająca opowieść o ludziach ukształtowanych przez cierpienie.


            Debiutancka powieść Amandy Coplin przenosi czytelnika w XIX wiek, do Stanów Zjednoczonych, gdzie w małym miasteczku trójka uchodźców rozpoczyna nowe życie. Górska kotlina staje się domem dla małego Williama, jego matki i siostry, gdzie spokojnie mijają kolejne lata, trzymająca się na uboczu rodzina zajmuje się uprawą owoców, a powiększający  się z roku na roku sad staje się prawdziwym królestwem, gdzie niepodzielnie panuje William. Monotonię życie sadownika  przerywa  dopiero dramatyczne zniknięcie siostry, która pewnego dnia wychodzi z domu i nigdy nie wraca. Po jej zniknięciu młody Talmadge zamyka się w sobie i praktycznie całkowicie wycofuje się z życia społecznego, utrzymując kontakty z miasteczkiem tylko w czasie sprzedaży swoich owoców.
            Zamknięty w sobie, nieskłonny do wzruszeń i wyobcowany mężczyzna zmuszony zostaje do całkowitej zmiany swojego życia, gdy na jego farmie pojawiają się dwie młode siostry: uciekinierki z domu publicznego, obydwie w zaawansowanej ciąży. Niespodziewanie dla samego siebie William zaczyna opiekować się Jane i Dellą, których zaufanie naprawdę trudno zdobyć, oswajanie skrzywdzonych sióstr trwa długo, ale skutkuje zdobyciem przez Williama namiastki rodziny. Namiastki, gdyż autorka powieści nie decyduje się na łatwe  rozwiązania i nie tworzy historii z cudownym zaleczeniem głębokich ran, ani nieskomplikowanych bohaterów, którzy łatwo zapominają o przeszłości.


            William, Jane, Della, to pokiereszowanie przez życie ludzie, pełni traum i bolesnych wspomnień, rzutujących na ich obecne zachowania. Nieufni, skomplikowani, czasami irracjonalnie postępujący. Ich losy, splecione w tak niezwykły sposób, rozplatają się i splatają ponownie na przestrzeni kolejnych lat. Coplin kilkakrotnie zaskakuje czytelnika rozwiązaniami fabularnymi, których się nie spodziewamy, przyzwyczajeni do gładko toczących się opowieści i autorów, którzy pragną za wszelką cenę doprowadzić do szczęśliwego zakończenia.
            „Morelowy sad”, to opowieść, gdzie krótkie chwile szczęścia są niezwykle cenne przez to, że są tak rzadkie.  Coplin stworzyła historie, w której pobrzmiewają dalekie echa Faulknera: surowy klimat, twardzi ludzie, ciężkie życie, do którego doskonale pasuje pytanie: „Kto ma w tych okolicach jakieś dzieciństwo?”.

            Siłą opowieści są bohaterowie, ludzie skrzywdzeni i poharatani psychicznie, a mimo to silni i zdeterminowani, małomówni i nieskłonni do szafowania uczuciami, ale tworzący niezwykle silne więzi z tymi, którzy na to zasługują. Zmagający się z demonami przeszłości, a przez to krzywdzący swoich bliskich. Tacy, jak wcześnie osierocony i złamany zniknięciem siostry Talmadge, obsesyjnie poszukujący wyjaśnienia tej zagadki, samowystarczalny  i budujący wokół siebie potężny mur. Jest też Della uzależniona od adrenaliny dziewczyna, miotająca się w rozpaczliwych poszukiwaniach swojego miejsca na ziemi, odtrącająca wszystkich i sprowadzająca na bliskich tylko nieszczęścia.

            „Morelowy sad”, to opowieść o miłości, bez wielkich słów i czułostkowości, bez korzystania z gotowych schematów i stereotypowych rozwiązań, a przez to wzruszająca i oryginalna.

Recenzja dla portalu dlaLejdis.pl

Lokomotywa i gobliny, czyli nowy Pratchett.

Świat Dysku wkracza triumfalnie w epokę pary i suwaka logarytmicznego, a wielbiciele angielskiego pisarza z niepokojem obserwują nowe oblicze cyklu.
            Terry Pratchett tym razem wprowadza na scenę lokomotywę, uosobienie nowoczesności i postępu, a także przyczynek do nadciągających kłopotów. Wynalazek geniusza Dicka Simnela, Żelazna Belka, jest nie tylko potężną maszyną przemierzającą kolejne kilometry, ale także  asumptem do powstania podziałów społecznych. Mieszkańcy Ankh –Morpork i okolic dzielą się na tych, którzy z entuzjazmem przyjmują kolejne wynalazki oraz tych, którzy  za wszelką cenę trzymają się przeszłości, pod żadnym pozorem nie chcąc zmieniać dotychczasowego sposobu życia, a powstająca kolej niesie za sobą nieuchronne zmiany.
            Na scenę ponownie wkracza  Moist von Lipwig, mający już w swoim CV szefowanie Mennicy, Poczcie oraz Bankowi, tym razem musi od podstaw zbudować cała infrastrukturę kolei, nie zważając na podziały, niesnaski oraz zamachy terrorystyczne. Te ostatnie są dziełem krasnoludów stanowczo odmawiających wkroczenia w epokę pary i żelaza. Gragowie, krasnoludzki odpowiednik ortodoksyjnych fundamentalistów, nie tylko podburzają swoich rodaków, ale także dokonują coraz brutalniejszych ataków na wszystko, co jest uosobieniem nowoczesności.
            Pratchett przyzwyczaił swoich czytelników do poruszania coraz cięższych tematów: w poprzednich tomach opowiadał o rasizmie, nietolerancji religijnej, mizoginizmie, wyobcowaniu. Tym razem zdecydował się kontynuować wątek asymilacji goblinów, rasy tak brutalnie eksterminowanej do tej pory, obecnie szukającej swojego miejsca w Świecie Dysku. W kontrze do nich występują gragowie, kryjący się w ciemności i knujący przeciw wszystkiemu, co wydaje im się niezgodne w tradycją, w imię tego gotowi mordować i niszczyć.


            Opowieść o kolei wprowadza na scenę nowych bohaterów, nie zapominając jednak o ulubieńcach czytelników i tak na kolejnych stronach pojawiają się na chwilę osobiście lub pod postacią krótkiej wzmianki: Śmierć, Niania Ogg, a nawet GSP Dibbler. Straż, golemy, krasnoludy, wampiry defilują przed czytelnikiem, który nie może oprzeć się wrażeniu, że może to już ostatni raz…
            Najnowsza powieść angielskiego pisarza jest błyskotliwa i miejscami zabawna, choć nietrudno zauważyć brak zabaw słownych, wariackich rozwiązań fabularnych, skrzących się  dowcipem dialogów.  Piękne przesłanie o tolerancji zabiło szaleńczą atmosferę zabawy i trudno się dziwić głosom rozżalenia fanów  twórczości Pratchetta, którzy tęsknią za rozbudowanymi przypisami, makabrycznym dowcipem i tą cudowną mieszanką filozofii, nauki i absurdalnego humoru, jaką była lektura książek z cyklu Świat Dysku. Czytelnikom rozczarowanym mniejszą ilością  humoru, ciętego dowcipu i zabaw słowami pozostaje powrót do starszych części cyklu, gdyż z tomu na tom Pratchett jest pisarzem coraz bardziej poważnym i zaangażowanym.
            „Para w ruch” jest gorzką opowieścią o szaleństwie nietolerancji, szkodach, jakie potrafią wyrządzić zamknięte umysły w imię religii oraz tradycji, sprawia także wrażenie przygotowania fanów na to co nieuniknione: pożegnanie z twórcą Świata Dysku i  jego dotychczasowymi bohaterami…


Recenzja dla portalu dlaLejdis.pl

wtorek, 17 czerwca 2014

Blogerka pisze książkę

Okraszony przepisami zbiór wspomnień autorki bloga Strawberries from Poland, to wyśmienita lektura nie tylko dla miłośników kuchni.

            Książka podzielona jest na cztery części odpowiadające porom roku, w obrębie każdej z nich mamy króciutkie rozdziały opowiadające o rodzinie autorki, jej dzieciństwie, dorastaniu, a wszystko to uzupełnione przepisami. Opowieść podąża za naturalnym cyklem przyrody. Zamknięte w słowach smaki i historie z przeszłości Anny Włodarczyk czyta się znakomicie, blogerka doskonale opanowała umiejętność przekazania słowami smaków i obrazów.

Każda kolejna strona, to istna uczta dla zmysłów, gdyż autorka doprowadziła do perfekcji, powszechny już patent, łączenia fabuły z przepisami kulinarnymi. „Zapach truskawek”, to wciągająca opowieść o zwyczajnych chwilach budujących życie, możliwych do odtworzenia w najdrobniejszych detalach, właśnie dzięki smakom i zapachom. Następujące po sobie rozdziały są prawdziwym hołdem oddanym celebrowaniu prostych przyjemności i jedzeniu w każdej formie.Kulinaria od zawsze były znaczącym tematem dla całej rodziny Włodarczyk: „ Stół zawsze był dla nas ważnym, jeśli nie najważniejszym miejscem w domu”. Na kolejnych stronach podkreślana jest dwuwymiarowość jedzenia: „ pod warstwą tu i teraz kryje się warstwa wspomnień”, zrozumiała dla każdego, kogo zapach truskawek przenosi choć na chwilkę w magiczny czas dzieciństwa i wakacji.



            Nie każdemu przypadnie do gustu powtarzanie, jak mantry zdań o niezwykłej roli kuchni i magicznego wpływu jedzenia na rodzinę, budującego i wzmacniającego więzi. Zupa, jako panaceum na wszystkie smutki –nie wszystkich da się tym przekonać. Kreowany w książce świat jest pogodny i ciepły, za sprawą wspólnych posiłków i celebrowania zwykłych chwil, miejscami mocno odrealniony. Ten aspekt oderwania od codzienności przeciętnego Polaka może zrazić niektórych czytelników, ale mnie zupełnie nie przeszkadzał w pozytywnym odbiorze lektury.

Leniwie tocząca się opowieść nie porywa akcją, ale nastrojem, sugestywnością opisów i siłą pasji, z jaką autorka potrafi opowiadać o odkrywaniu tajemnic kuchni. Dodatkowym walorem opowieści jest sięganie do starych polskich książek kucharskich, których próżno szukać we współczesnych domach. Disslowa, Zawadzka czy Ćwierczakiewiczowa są niczym dobre wróżki, czuwające nad edukacją kulinarną Anny Włodarczyk, a pożółkłe stronice starych książek źródłem nieustającej inspiracji.


            Niewielkim mankamentem są liczne powtórzenia niektórych fraz, jak choćby opowieść o zwyczaju zamykania oczu przed skosztowaniem zupy, pojawiająca się kilkakrotnie na kartach książki. Jednak te drobne niedociągnięcia nie odbierają przyjemności, jaką niewątpliwie jest lektura „Zapachu truskawek”


Recenzja dla portalu: dlaLejdis.pl

wtorek, 27 maja 2014

Początek niezwykłej opowieści.

Monumentalna „Droga królów” jest pierwszym tomem sagi zaplanowanej na dziesięć tomów i jest to zła wiadomość jedynie dla właścicieli małych mieszkań. Pozostali czytelnicy mogą się jedynie cieszyć na kolejne spotkanie z niezwykłym uniwersum.
Sanderson nie należy do pisarzy, którzy prowadzą czytelników za rączkę i na wejściu wyjaśniają zasady funkcjonowania stworzonych przez siebie realiów, zamiast tego autor wrzuca nas w sam środek wydarzeń i sprawia, że początkowo lektura jest niemałym wyzwaniem: kiedy rekonstruujemy przeszłość i poznajemy zasady rządzące teraźniejszością.


Historia z grubsza wygląda następująco: niegdyś świata ludzi bronili Świetliści  Rycerze, walczący za pomocą Wiązania Mocy i potężnej broni: przywoływanych w dowolnym momencie gigantycznych Ostrzy Odprysku, stanowiących z Pancerzami podstawowe wyposażenie Świetlistego, pozwalające mu na dokonywanie rzeczy praktycznie niemożliwych dla zwykłych śmiertelników. Walczący w imieniu ludzkości Rycerze zmagali się z groźnymi przeciwnikami, jakimi były Pustkowce: potwory ze skał i płomienia. Po tamtych dniach pozostały tylko legendy i potężna broń stworzona do zabijania koszmarów: jej zdobycie jest możliwe, ale dane tylko nielicznym i zazwyczaj okupione śmiercią wielu śmiałków, marzących o potężnej sile, jaka daje Ostrze.
Roshar poznajemy oczami czwórki bohaterów. Pierwszy z nich, to skrytobójca- Kłamca z Shinovaru, którego poznajemy w momencie, gdy zabija Króla Galivara, człowieka pragnącego zjednoczenia dziesięciu księstw. Śmierć tego człowieka, zabitego na rozkaz obcej ludziom rasy, doprowadzić musi oczywiście do wybuchu wojny między ludźmi, a Parshenami. Zjednoczeni w walce książęta planują całkowite wybicie zdradzieckiej rasy.
Kolejnym bohaterem jest Dalinar, brat zabitego króla, arcyksiążę pałający pragnieniem zemsty i najbliższy doradca nowego króla. Dalinar wierzy w sens prowadzonej wojny do momentu, gdy zaczynają go nawiedzać tajemnicze wizje, w których wojownik cofa się w przeszłość i poznaje prawdziwe oblicze zafałszowanej do tej pory historii ludzkości. Trzeci bohater, to syn chirurga i znakomity żołnierz, którego koleje losu doprowadziły do smutnego stanu: Kaladin w momencie, gdy go poznajemy  jest niewolnikiem starającym się za wszelką cenę przetrwać w świecie, gdzie jest mięsem armatnim w starciach z Parshenami.
Ostatnia postać, której Sanderson poświęca dużo uwagi, to młoda dziewczyna Shallan, zmuszona do kłamstw, by ocalić swój rod, po śmierci ojca stojący na krawędzi upadku. Shallan zostaje uczennicą jednej z najmądrzejszych kobiet swojej epoki, tylko po to, by skraść jej cenny przedmiot, Dusznik –świętą relikwię, zdolną do  przemieniania dowolnej  substancji w inną-jedwabiu w kamień, wody w drewno itd.  Ta czwórka jest nie tylko naszym przewodnikiem po świecie Sandersona, ale każde  z nich może doprowadzić lub już doprowadziło do małego przełomu, którego następstwa mogą zmienić świat.
Sanderson po raz kolejny stworzył całkowicie autonomiczny świat, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Skaliste i nieprzyjazne ludziom uniwersum nawiedzane jest cyklicznie przez potężne arcyburze, potrafiące obedrzeć do kości ciało pechowca, któremu nie udało się znaleźć schronienia. Flora i fauna, to temat na osobną recenzję: dookoła pełno jest zwierząt, które porównać możemy tylko do owadów.  Najważniejsze są gigantyczne stwory, na które polują zarówno ludzie, jak i Parsheni, gdyż każdy z tych stworów zamiast serca ma ogromny kamień szlachetny, podstawowy budulec w świecie Sandersona.
Dzięki kamieniom szlachetnym można zmienić kamienie w zboże lub budować potężne twierdze. Ciekawym zabiegiem jest także wprowadzenie sprenów: zmaterializowanych pojęć abstrakcyjnych, takich jak strach lub ból. Autor stworzył rzeczywistość, gdzie tylko kobiety potrafią czytać, wyznacznikiem statusu jest kolor oczu, a walutą naładowane energią arcyburze kule..
Ze strony na stronę przedstawiony świat staje się coraz bardziej spójny i rzeczywisty, a rządzące nim reguły jasne. Liczne retrospekcje i wprowadzenie wielowątkowej narracji doskonale się zazębiają i tworzą całość wymagającą od czytelnika sporo uwagi, w zamian oferując jednak prawdziwą ucztę wyobraźni.